środa, 4 lutego 2015

Behemoth - Thy Winter Kingdom/Adv. From The Pagan Vastlands (2015)



BEHEMOTH - THY WINTER KINGDOM / ADV. FROM THE PAGAN VASTLANDS

Długo czekałem, oj bardzo długo na dwa wydawnictwa Behemotha owiane złą sławą, znane tylko przez nieliczne jednostki i zasłyszane na różnych kompilacjach tego zespołu. Behemotha najlepszego, starego, black metalowego. Pierwsze szepty Witching Hour zdradziło mi w wakacje 2014 (a może i 2013), że coś takiego się ma święcić. Potem długo długo cisza, aż w końcu w styczniu tego roku ruszyła przedsprzedaż wydawnictw. Ja, jako analogowy zboczeniec nie mogłem się oprzeć i zamówiłem obydwa wydawnictwa w limitowanych edycjach na białym winylu, której każdej wyszło tylko po sto sztuk.

Dzień upragniony nadszedł, otwieram solidnie zapakowaną paczkę, gdzie znajduje dwa wspomniane winyle, oczywiście każdy biały, ślicznie zrobione okładki, gdzie lakier jest nałożony tylko na niektóre części co na żywo robi piorunujący efekt. Do tego dodany plakat, naszywka, przypinka, naklejka i rzecz najważniejsza chyba - zin ze starymi wywiadami podzielony na dwie częśći - rodzimą i zagraniczną. Nie powiem, że od razu zabrałem się za czytanie tego cudeńka i robi się to z prawdziwą przyjemnością, przez moment można przenieść się do starych lat i poczytać jaki był poziom wypowiedzi zarówno redaktorów czy muzyków. Wszystko okraszone starymi zdjęciami, co robi niesamowity klimat i zdecydowanie dla tego zina warto się zaopatrzyć z chociaz jedną kopią w limitowanej edycji, chociaż będzie to teraz raczej niemożliwe, gdyż bardzo szybko się wyprzedały w przedsprzedaży.

No i tutaj moglibyśmy skończyć z wielkimi ochami i achami. Jak zawartość wizualna jest przekozacka, tak zawartość audio już niezupełnie. Thy Winter Kingdom oferuje nam jako główny set trzy numery właśnie z tej taśmy, której zdobyć się w sumie nie da, plus dodatkowo cztery kawałki nagrane podczas tej samej próby, które w zasadzie się za bardzo od siebie nie różnią, prócz pojedynczych dźwięków, czy pomyłek. Fajnie się słucha pierwotnych wersji lubianych numerów, lecz jakość wszystko psuje. Jak z wznowionego jakiś czas temu Endless Damnation udało się wyciągnąć maksimum i nawet nieźle się tego słucha tak tutaj brzmi jak rasowa stara, zdezelowana i nieoczyszczona taśma. A szkoda, bo pewnie i wartość muzyczna by była większa.

Następny albumik, czyli Adv. From The Pagan Vastands prezentuje się delikatnie lepiej. Wszystko bardziej słyszalne, ale dalej odstaje od takiego chociażby The Return Of The Northen Moon. Mimo wszystko jakoś lepiej mi się tego słucha i przyjemnie wchodzi taki Moonspell Rites, krzywo zabębniony Pure Evil And Hate, czy z deka balladkowy numer, który nie został opublikowany na żadnej innej płycie nigdy (nie liczymy kompilacji) czyli The Oak Between Snow. Właśnie, materiał też nie jest do końca nieznany bo na Demonice wydanej w 2006 połowa materiału była udostępniona. 

Wydawnictwo doczekało się również standardowej edycji winylowej, jak i podwójnego CD, czyli wsadzenia dwóch wydawnictw w jedno pudełko. Cenowo standardowe w sumie są całkiem ok, szczególnie jeśli patrząc na wykonanie okładki winyla, to wcale nie jest aż tak przesadzona przy dzisiejszych standardach. Wizualnie wszystko prezentuje się zacnie, dodatek w postaci zina genialny, lecz muzycznie warto traktować jako historyczną ciekawostkę, aniżeli jakąś perłę.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz