czwartek, 27 listopada 2014

Tiamat - Clouds (1992)


TIAMAT - CLOUDS

Metal klimatyczny. Jak tak sobie sięgam pamięcią i próbuje przypomnieć od jakiej kapelki zacząłem słuchać tych zimniejszych klimatów to zdecydowanie będzie to Artrosis i ich album Pośród Kwiatów i Cieni. Jednak patrząc na zagraniczne podwórko to chyba był Tiamat ze swoim trzecim albumem Clouds. Wszystko było winą teledysku do Sleeping Beauty, który kiedyś przewinął się na stacji Viva jakoś późno w nocy. No i trzeba było zaopatrzyć się w kastetkę, która grała godzinami a ja coraz bardziej wnikałem w chłodne, lecz jeszcze ciężkie dźwięki tej szwedzkiej kapeli.

In a dream 
Let me drag you through my world 
My kingdom for your thoughts 
What is in your mind

Album otwiera numer In A Dream. Ładny akustyczny wstęp, który już zwraca na siebie uwagę, a potem chłopaki przywalają ciężkim walcowatym riffem, którego nie powstydziliby się najlepsi reprezentanci starej szkoły doom metalu. Do tego ten strasznie charakterystyczny głos Johana Edlunda, który nie sposób pomylić z innym (chociaż na późniejszych płytach ewoluował). Mamy tu krzyczany refren, otoczony klawiszami. Jak na początek płyty bardzo przyjemnie.

Look into my crystal ball 
I have got news for you my dear 
There is a god inside you all 
But he is hidden in your deepest fear

Tytułowy utwór zaczyna się szybszym metalowym riffem, w ogóle cały utwór ma jeszcze popłuczyny z poprzedniej płyty Tiamat. Więcej tu metalu niż klimatów, ale mamy za to wspaniale solówki i interesujący, budujący napięcie bridge. Jednak po czasie utwór jakoś już nie robi na mnie zbyt specjalnego wrażenia jak kiedyś.

If I close my eyes I see it clear 
The visions are whispering in my ears 
The smell of pain, the smell of death 
The odour that is my last breath

Następny utwór chyba jeszcze bardziej w rasowo metalowej koncepcji. Po motorycznym riffie wchodzi krótkie, ale wyraziste solo, a po zwrotce chłopaki kotłują aż miło na uszach się robi. Refren też mocny, choć wyjątkowo bez skandowanych przez wszystkich wersy. O wiele lepiej wchodzi niż Clouds.

Deep in death 

Wrapped in the morning beauty
Comes close my love 
My dearest sister and friend

A Carees Of Stars to już inna bajka. Koniec z deathowymi zapędami. Wszystko się zaczyna prześlicznym riffem, następnie genialna czysta gitara z klawiszami i recytacje wokalisy. Posępna atmosfera i spadek temperatury w pokoju gwarantowany mimowolnie. Taką atmosferę lubię. Zespół potem uderza mocniej, ale w żadnym wypadku szybciej. Cudowny utwór, oby takich więcej.

The sleeping beauty 
She stops the bleeding 
She stops the bleeding in my soul 
She is fresh air in this stinking world

Refren następnego utworu zacytowany wyżej zna każdy fan klimatycznego metalu z lat 90. Wchodzi największy hit Tiamat z tej płyty, owiany sławą i chwałą Sleeping Beauty, bez którego niemożliwy jest żaden ich koncert. Zaczyna się strasznie charakterystycznym motywem, a gdy wchodzi reszta instrumentów robi się taki walec jakich mało. Do tego refren skandowany przez cały zespół, gdzie po nim następuje chwilowe przyspieszenie, aby znów zwolnić. Tego się nie da opisać, to trzeba posłuchać.

Raging flames cover my corpse 
Far from identity and remembrance 
But the shades of my mind are still carrying
Colours of most beautiful kind 

I teraz zaczyna się dziwnie. Wchodzi Foreveer Burning Flames. Tytuł utworu może i uroczy, ale muzyka już nie. Wstęp gitarowy, ale ten motyw jakiś nijakiś, potem zwrotka na klawiszu, bez użycia gitary, z pompującym basem. Refren też jakiś taki nijaki, a potem panowie pędzą szybko na złamanie karku. Chyba najmniej urzekający numer na płycie.

If you are trying to interpret me 
You're trying to put me down, you'll see 
The dreams I have, you do not know 
Don't make me the scapegoat on your stupid show

Przedostatni numer to Scapegoat. Sam tytuł intryguje i jak można było się domyśleć, na początku zaczyna się deathowa jazda, by potem poleciał riff z akustykami i gitarą przepuszczoną przez wah-wah. Zwrotka taka ni jaka, jednak na refrenie już urzeka nas ładna melodia i delikatne smyczki w tle. Dalej utwór leci powtórzoną sekwencją zwrotki/refrenu, gdzie na koniec mamy taki troszkę Cathedralowy riff. Utwór dobry, jednak do mistrzostwa mu brakuje.

The girl opened her mouth 
I opened my veins 
The girl opened her heart 
I opened a door to another world

Album wieńczy Undressed. Już sam tytuł zdradza, że treść będzie zabarwiona erotyką. Sam utwór to potężny, ciężki riff na początek potęgowany klawiszami. Świetnie wzniosły, brnie do przodu nie biorąc jeńców. Idealny na zakończenie albumu.

Po kilku latach od poznania tej płyty zmieniło się moje zdanie na jej temat. Kiedyś było to niedoścignione dzieło, album nie do przebicia, lecz z perspektywy czasu uważam, że może niezbyt potrzebny był taki zachwyt. Zespół dwa lata później pokazał, że da się go przebić bez problemu wydając Wildhoney, który był lepszy od Clouds, jednak mimo wszystko sentyment zostaje i taśma choć wysłużona dalej często ląduje w magnetofonie.



2 komentarze:

  1. Oj, ależ nie spodziewałam się nigdy, że znajdę kiedykolwiek gdziekolwiek tak miły opis jednego z tych albumów muzycznych, który przywołuje w mojej głowie najlepsze wspomnienia ❤️

    mordorcat-scrapbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam się. Żyję tą muzyką od kilku dobrych lat i podchodzę do niej strasznie emocjonalnie. Także serdecznie zapraszam do zaglądania.

      Pozdrawiam

      Usuń