niedziela, 30 listopada 2014

Odraza - Esperalem Tkane (2014)


ODRAZA - ESPERALEM TKANE

Ktoś kiedyś ładnie napisał, że "black metal to jedna wielka emocja". W przypadku tej płyty można powiedzieć, że to kwintesencja tego stwierdzenia. Jest to takie do cna szczerze, takie prawdziwe, bez owijania w bawełnę, a do tego tak technicznie zaawansowane. Zostały na razie wydane trzy wersje albumu. Jedna na CD limitowana do 100 sztuk w całym czarnym opakowaniu ze złotymi czcionkami. Druga standardowa, do kupienia prawie wszędzie i trzecia na kasecie, której jestem szczęśliwym posiadaczem. Kasetowe wydanie jest o tyle intrygujące, że do książeczki są przyklejone niedopałki po papierosach, że przy każdym otwarciu pudełkach towarzyszy nam odrażający zapach zgaszonego peta. Projekt powstał z inicjatywy dwóch członków MasseMord, lecz chłopaki odcinają się całkowicie od Let The World Burn (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi), ale istotne to w tym momencie nie jest. Najważniejsze jest to co nam przynosi treść płyty.

Znudzeni tak bardzo, że bardziej się nie da 
Ćwiczymy sen twardy… 
By porankom nie kłaniać się, a noce rozkochać 
Jakby każda z nich była ostatnią 
…i w barze popiołem głowy wypełnić 
Września euforie i upadki czadzić 
Zataczać się na szczytach klęski 
I ufać, że listopad odgadnie nas wszystkich 

Na wstępie słyszymy dźwięk jadącego pociągu i już nas zalewa salwa mocnych, toczących się dźwięków. Co rzuca się w uszy to perfekcyjna produkcja, dbałość o szczegóły i akcenty. Monumentalny, wolny riff, któremu dogrywają genialne partie bębnów. Na zwrotce usłyszymy plugawe wokale, które idealnie podsysają atmosferę brudnej codzienności. Chłopaki potrafią też przyblastować w niektórych momentach. Idealny utwór na rozpoczęcie swojej przygody. Zero nudy, spora dawka emocji.

Nie bój się kurwo 
Ta noc już się rodzi
Nie bój się wódy 
Ta nigdy nie zwodzi 
Naparstek w naparstek 
Kielichy jak dzwony 
I Kurwy, i kurwy!
I kruki, i wrony!

Wielgi Mizogin, to najmocniejszy utwór na płycie. Gościnnie na wokalu wystapił Limbo, który charakterystyczną barwą dodał dodatakowego uroku. Pędzi coraz szybciej i szybicej. Rasowa surowica, przeszywająca do kości. Ten utwór mnie przekonał do sięgnięcia po ten album.

Klęski szukał w jej taflach: 
Popiołów przegranej, 
Popielnicy marzeń. 
Znalazł ją… najczarniejszy z czarnych chleb!

Trzeci z kolei utwór to już inna w ogóle akcja. Zacznya się bardzo powoli, na czystych gitarach, budując atmosferę melancholii, by na zwrotce mocno uderzyć. Po tym z kolei pokazują się dziwne jazzowate jazdy zespołu, co dodaje niesamowitego uroku i pokazuje szerokie spektrum zainteresowań muzyków. Dochodzą łamańce rytmiczne, multum zmian klimatu. Twórcy żonglują oddziałowując na różne stany świadomości. Tu połechtają ostro, by zaraz załagodzić wszystko piękną melodią. Utwór złoto.

Martwy żyję… 

By powstać, odrodzić się… 
Jak można jednak wierzyć w jutro...? 
Bez dziś.

Potem wchodzi krótki przerywnik o tajemniczym tytule Cicha 8. Trochę psychodelicznych dźwięków, budujących atmosferę do późniejszego numeru. No i tu własnie się zaczyna ostra jazda. Już na początku rasowe brzmienie, szybkostrzelne bębny. Chłopaki brną bez zatrzymania aż do połowy, gdzie wchodzą prócz riffu jakieś dźwięki nieznanego pochodzenia w tle, co dodaje atmosfery niepokoju. Następnie motyw, który prócz gitary artykułują tomy, by znów ruszyć mocno już do końca. Obłędna atmosfera.

Raz przyszła nocą w zamieć 
Chrzęst śniegu spod butów jej brzmiał jak muzyka 
On struty przez strach. 
Ona stara jak zima.

Teraz pora na dwóch moich faworytów. Pierwszy z nich, o tytule Próg od razu nas wita wejściem wraz z wokalem, nie za szybkim tempem, za to przytłaczającym ciężarem, by rozwinąć się w partie w half timie z opętanymi wokalami, a następnie szybkie blasty - idealne budowanie napięcia. Ale najlepsze dopiero przed nami. Nadchodzi zwolnienie z wieloma pięknymi akordami, by rozwinąć się w partię z prześliczną, głęboką melodię, która urzeka od pierwszego dźwięku. Nawet mamy dalej solo, które rozpoczyna się ponownie jazzowymi motywami, któremu w tle towarzyszą akustyczne gitary i szybkie bębny na dwie stopy. Ja poprostu jestem oszołomiony wachlarzem umiejętności jaki nam zapewniają twórcy. Przepiękny utwór, gdzie zmiany klimatu robią ogromną robotę.

Tam, gdzie nas nie spotkamy 
Nie z “popiołu” dziś, lecz z “woli” jutro 
Tam, gdzie nas nie spotkamy 
Noc nie kończy się nocą, lecz dzień dniem zaczyna 
Tam, gdzie nas nie spotkamy 
Melancholia się nami nie nażre 
Tam, gdzie nas nie spotkamy 
Z bruku podniosła się chęć i roztarła miasto. 

Na sam koniec została nam przepiękna pieśń pod tytułem Tam, gdzie nas nie spotkamy. Cudowne zakończenie płyty, długi ponad trzyminutowy wstęp owiany aurą melancholii. Wszystko jest tu dopasowane idealnie, każdy akcent w stu procentach przemyślany. Do tego zaskoczeniem są czyste wokale, oszczędne ale potęgujące doznanie. Cały utwór jest taki zimny, przenikający, taki prawdziwy.

Esperalem Tkane to płyta, która przeszła przez mój orgazim jak czołg, siejąc całkowite spustoszenie. Ogromny ładunek emocjonalny, niesamowity klimat, a do tego wszystko jest przekazane z taką szczerością, że nie sposób przesłuchać jej tylko raz. Zdecydowanie ogromna szutka i album, którego długo nic nie przebije. Moim skomnym zdaniem jest to najlepszy album, który ukazał się w tym roku i chyba nic już go nie przebije.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz