piątek, 28 listopada 2014

Dimmu Borgir - Stormblast (1996)


DIMMU BORGIR - STORMBLAST

Nigdy jakoś nie przepadalem za tą kapelą. Zawsze wydawała mi się mniej warta niż sporo osób sądzi. Nie od dziś wiadomo, że Dimmu Borgir to część bardzo mocnego metalowego maistreamu, który przyniosła im trzecia płyta. Jednak pierwsze dwie to dla mnie klasyka gatunku, z naciskien na drugą, dziś opisywaną. Chwaląc się jestem posiadaczem albumu na winylu w pierwszym wydaniu, do tego w edycji na fioletowym winylu, którego ukazało się tylko 300 kopii, a do tego mam plakat który dodawany był do przedsprzedarzy.

Już od samego początku album nas urzeka pięknym intrem na klawiszach, by potem zacząć black metalową jazdę. Wszystko oprawione jest majestatycznymi klawiszami. Muzycznie nie jest jakoś super szybko, lecz panuje melodyjna i mimo wszystko klimatyczna atmosfera. Wokale są surowe, nie jak w późniejszych płytach. Co trzeba przyznać utwór jest strasznie rozbudowany, multum tu riffów, a wyeksponowane klawisze to dodatkowy atut. 

Kolejny utwór zaczyna się wolnym, równie melodyjnym riffem. Podczas zwrotki wchodzą pojedyncze dźwięki na klawisze co potęguje doznania. Na bridge'u są recytacje. Wszystko utrzymane w jednostajnym, nierosnącym tempie. 

Trzeci z kolei ukazuje, że zespół nie ograniczał się tylko do gitar elektrycznych bo już w pierwszym motywie można usłyszeć akustyki, które prowadzą zespół do przodu. Dalej jest przyspieszenie, perkusista gra na dwie stopy. Po szybkiej i mocniej zwrotce nachodzi moment wyciszenia tylko z dźwiękami klawiszy, by potem przywalić rasowym black metalowym wyziewiem i już do końca mknie z ogromną siłą i klimatem. 

Następny utwór to już sam czysty klawisz, na początku wybijający wręcz w ambientowym tonie, by potem urzec piękną molową melodią. Cudowny odpoczynek po trzech mocnych utworach. 

Po tymże wytchnieniu wchodzi ponownie black metalowa jazda, w której prym wiodą szybkie gitary. Klawisze dodają tylko tło, także wydaje mi się, że nawet ortodoksyjni fani gatunku łykną ten numer bez problemu. 

Tytułowy utwór zaczyna się, a jakże, uderzeniem grzmotu! Wiadomo co będzie zwiastować! Wchodzi kapitalny riff idealnie pasujący do Norwegii z początku lat 90, na zwrotce bardzo solidne zmiękczenie klawiszami. Ogólnie podsumowując bardzo melodyjnie, aczkolwiek nie słodko. Idealne wywarzenie i jeden z najlepszych numerów na płycie. 

Potem zaczyna się zaskoczenie. Wchodzi utwór z deka inaczej wyprodukowany od innych. Pierwszy plan ma bass, a na zwrotkach o wiele głośniej jest wokal. Nie wiem czy to wada produkcyjna czy celowo, ale rzuca się to w uszy. Mimo temu towarzyszy w niektórych momentach interesująca melodia na klawiszach, lecz jakoś szału nad utworem nie ma za specjalnego.

Następuje strasznie płynne, wręcz niezauważalne przejście do kolejnego kawałka. Dzwiękowo to chyba najbardziej surowy i nieokiełznany utwór na tej płycie. Surowy, dziki black metal, śmiercionośna atmosfera. W końcu tytuł Antikrist mówi sam za siebie. Gdyby nie rozwinięte klawisze pod koniec mało kto by pomyślał, że to utwór Dimmu Borgir.

Przedostatni utwór zaczyna się równie agresywnie i brnie do przodu mocno. Początkowo bębny w half timie, by potem trochę przyblastować, aż następuje zwolnienie i wchodzi prosty riff. Ogólnie na tej płycie chłopaki nie wykrzesają z gitar jakiś zaawansowanie technicznie motywów i większość roboty robią klawisze, lecz w tym utworze są ledwo dostrzegalne.

Końcówka utworu zaczyna się motywem jak z jakiegoś horroru lat '30, by potem przywalić brutalnością, szybkostrzelnymi blastami i krzykliwymi wokalami. Idealny strzał na koniec płyty. Numer brnie do przodu, nie zwalnia i mocnym akcentem zamyka jedną z lepszych produkcji norweskiego black metalu.

Nie wnikałem nigdy w analizę tekstów, gdyż wszystkie są w języku norweskim, a z niego nic nie rozumiem, dlatego głównie odnoszę się do wartości muzycznych. Album został w 2005 roku ponownie nagrany przez zespół, lecz już numery nie są tak surowe, tak klimatyczne, tak przenikające i urzekające. Stormblast to dla mnie dzieło wybitne w wielu aspektach. Chwyta ta melodyka, dobrze poprowadzone klawisze i jeszcze nie wali słodkością jak zdarzało się w tym zespole później. To dalej surowy, prawdziwy black metal, jednak bardziej melodyjny niż inni wielcy koledzy z ich kraju. Warto zapoznać się z tym albumem, jednak ortodoksów gatunku przyprawi o niesmak.





4 komentarze:

  1. Fajnie że masz tę trzecią płytę. Ja za tym zespołem nie przepadam.

    http://mylifeisbeautiful304.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za nimi nie przepadam w późniejszym wcieleniu :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Warto nadrobić, szczególnie ten album

      Usuń